jak zawsze bez tytułu ponieważ nie mam pomysłu na mądre tytuły, w zasadzie nigdy nie miałam. tak samo jest moim życiem, takie życie bez tytułu, wątki pędzą jak szalone ale jakiekolwiek reguły brak w tym wszystkim,jak możesz zrozumieć przeszłość i wyciągnąć z niej wnioski jeśli tak naprawdę wciąż nie rozumiesz co do cholery się z Tobą działo w danym momencie i co tak naprawdę Cię ukształtowało. bo czy moje życie nadaje mi kształt czy to ja je kształtuje,czy to przypadkiem nie jest tak,że kiedyś miałam pewien konkretny i ostry kształt a teraz się urabiam jak glina tylko po to by pasować do kogoś albo do danego miejsca. załóżmy,że urabiam się do miejsca,gdzie ono jest tak naprawdę? z każdym dniem wydaje mi się, że próbuje się dopasować do niebytu,do jakiegoś chorego wytworu mojej wyobraźni opartego na pomieszanych społecznych fantazjach i wygórowanych oczekiwaniach.teraz jest nowy dzień ale chce żeby już minął. styl życia,który sobie narzucam zaczyna mnie wyniszczać ale jednocześnie chyba zaczyna przynosić efekty, co raz mniej czuje i co raz mniej mnie obchodzi. nie zastanawiam się nad sensem moich działań, jestem jak nakręcony bączek,wiruje w ciągu zdarzeń do utraty siły. tylko,że za każdym kolejnym razem jest trudniej znowu się nakręcić. to do czego wciąż dążę,ten chłód i spokój zaczynają mnie przerastać,ja naprawdę przestaje czuć. jestem pusta,tylko czasami targają mną nagłe skurcze żołądka jako tandetna imitacja niepokój. znów chce uciekać tylko nie ma już takiego miejsca gdzie mogę się skryć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz