Tak właśnie się czuję.
Oblepiona.
Lepka od spraw nieważnych i nieistotnych a jednak tak silnie oddziałujących na psychikę.
Zaczyna się jesień.
Klasyczny zjazd emocjonalny,niby nic nowego a i tak co roku zaskakuje zupełnie jak zima kierowców.
Złośliwe toto siedzi w mojej głowie i truje bez wytchnienia.
Zły humor jest zaskakująco żywotnym stanem,myślisz,że przechodzi a tu nie..taki za przeproszeniem narząd męski.
A może po prostu nigdy nie rozstałam się z depresją,może ona wciąż jest gdzieś obok,całkiem blisko.
Tuż pod skóra,niechciana ale zdeterminowana w swoich dążeniach.
Siostra bliźniaczka heh,a podobno jestem jedynaczką.
Hehe jaki pozytywny wpis...
Gdyby nie On,pewnie bym się...
Oczywiście nie dosłownie....o nie to byłoby za proste.
Każdemu kto pragnie się wykończyć polecam sposoby wolne i wymagające chociaż trochę kreatywności.
Kochajcie swoje nałogi,kochajcie osoby,które was nie chcą,gońcie za marzeniami,miejcie nadzieję i wysokie oczekiwania.
Życie jest najlepszą drogą do śmierci.
Powoli i metodycznie macie szanse by się wykańczać,każdego dnia i w każdej minucie na tysiące sposobów.
Czy nie ma nic wspanialszego?
Polecam także się rozczarować.
Porządnie i brutalnie rozczarować.
Zderzyć z rzeczywistością i w jednej chwili stracić całą nadzieje,zrozumieć rozmiar swojej klęski i beznadzieje sytuacji.
To jak śmieszni i żałośni jesteśmy.
To jak mało znaczymy.
To jak trudno jest się stać potrzebnym,
Taplajmy się w egzystencjalnym bagnie wciągając głęboko do płuc dym z kolejnego papierosa,krztuśmy się i mrugajmy przekrwionymi oczami z wdzięcznością przyjmując nasilające się pieczenie w przełyku.
Dobrze jest mieć także skrzywiony obraz siebie.
Nigdy nie będę dość dobra.
W swoich własnych oczach nie znajduję uznania czy chociażby zrozumienia.
Na linia ja vs. ja nie mam miejsca na sympatię czy wyrozumiałość.
Spoglądam w lustro co dzień rano i co dzień rano martwię się,że ktoś inny zauważy,że już nie chudnę z taką łatwością ba! że tyje we własnych oczach z każdym kęsem jedzenia a niechęć do własnego ciała rośnie z każdą minutą.
To chyba najgorsze co może być,pozostawać w stanie otwartej wojny ze sobą.
Ze sobą nie wygrasz,jak masz walczyć skoro przez ciągłe potyczki wyniszczasz samego siebie?
A mimo to wciąż mogę być szczęśliwa.
Bo mam Jego.
Bo mimo całego wypalenia i zgorzknienia kocham.
Kocham jak nikt inny nie kochał.
Kocham jak nigdy nie miałam.
Kocham tak jak zawsze chciałam.
Kocham całą sobą.
I jestem kochana.
Zrozumiana.
Tylko tak czasem właśnie...czasem parszywieje i nawet On nic na to nie poradzi.
Ale to minie.
Obiecuję mu.
Minie tylko jeszcze nie wiem kiedy.
Mam nadzieję,że poczeka.
Mam nadzieję,że będzie chciał czekać.
Warto.
PS nie kocham tylko mi się znowu wydawało no ale każdy się myli prawda? Ale kiedyś będę kochać i dlatego wciąż tu jestem,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz