Popijam leki colą.
Leki,które zabrania mi brać.
Oczywiście,że zabrania w końcu się martwi.
Zawsze troszeczkę się martwi,tak przynajmniej mi się wydaję.
Ma trochę racji.
Jestem takim sobie stworzeniem, które w naturalny sposób skłania wszystkich na około do pochylenia się i załamania rąk.
Huh trzeba się śpieszyć bo usnę nad monitorem,co mi się nie zdarzyło ale podobno zawsze jest ten magiczny,pierwszy raz.
Nie,dziękuję.
Wolę spać jak na (no w miarę) ludzką istotę przystało,w łóżku prawie najlepszym na świecie.
Banał Alert.
Prawie bo bez Niego.
Mmm...smaczniusi,klasyczny banał tylko patrzeć jak single przed monitorem opluwają z pogardą monitor zimną lurą parzoną zbyt długo w zbyt pustym mieszkaniu.
Mały hejcik na samotnych a co mi tam,najwyżej przyjmę Capsy na twarz i kilka złych emotek jeez.
Wracamy do banału.
Łóżko bez Niego nie jest tak wspaniałym miejscem jak z nim ale wciąż dość przyjemnym.
Ale łóżko z Nim...to czysta poezja.
To jak miłość sama w sobie.
To bliskość w każdym,nawet najdrobniejszym geście.
To czułość w splatających się leniwie oddechach,to godzinne rozmowy o wszystkim i niczym,to walka i idealne dopasowanie dwóch odmiennych choć podobnych osobowości.
To także o wiele bardziej niegrzeczne rzeczy.
To Jego ręce na Moich biodrach.
I każdy dotyk jak ten pierwszy.
Za każdym razem poznajemy wzajemnie swoje ciała na nowo.
Raz za razem.
Szybko i wolno.
Delikatnie i brutalnie.
Jego ciało oplatające moje.
Moje ciało jakby stworzone by oplatać jego.
Uczucia tak silne,że wydają się niszczyć i odradzać mnie na nowo jednocześnie.
Tak skrajne i ambiwalentne.
Taka wielka metafora.
Wielki Kontrast.
Ale chyba pora już spać.
Zasiedzieć się łatwo.
Zwłaszcza mając świadomość,że gdzieś tam,może nawet całkiem blisko jest osoba,która też nie śpi.
Która czeka na mnie.
Bo gdzieś tam jest On.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz