miałam dodawać wpisy regularnie,miałam się pilnować i porządkować a wyszło jak zawsze.
cóż.
zawsze wychodzi jak zawsze i nie ma,że próbujesz ze wszystkich sił,że się starasz i walczysz.
i tak w końcu jest jak zawsze.
po co więc walczyć ze schematami?
ano nie wiem właściwie.
może dla samej walki.
może czasami warto zrobić coś dla samego robienia.
może czasami warto zrobić coś nie zastanawiając się nad rezultatem.
takie pierdolenie straszne wychodzi z tej mojej klawiatury.
takie straszne pierdolenie.
to marnowanie przestrzeni.
to bezsensowne wypełnianie kartki czarnymi pixelami,które składają się w litery.
litery w słowa a słowa w bełkot.
bełkot,bełkot,bełkot.
kompletna dysfunkcja mózgu.
nie wiem co mam ze sobą zrobić.
nie wiem co mam robić.
nie wiem jak mam się zachować.
nie wiem co powinnam czuć.
nie wiem co powinnam mówić.
każdy dzień jest gorszy od drugiego.
każdy wydaję się dłuższy i jeszcze bardziej bezsensowny niż poprzedni.
bezproduktywność,bezcelowość,bezsens,bezmiar.
super dużo fajnych wyrazów na "b".
nie no,najlepiej po prostu.
tak młoda,tak wypalona.
taka trochę za smutna.
taka trochę zbyt zmartwiona.
taka trochę zbyt zmęczona,
zbyt znerwicowana.
za dużo.
za mało.
zbyt ja.
zbyt rzeczywistość.
czy może być gorzej.
może heh.
bo poza tym wszystkim.
zbyt dużo ciała.
zbyt dużo tłuszczu.
za mało kości.
za mało perfekcji.
gdzie są moje obojczyki.
gdzie idealnie zarysowane łopatki.
gdzie szczupłe kostki.
gdzie przerwa między udami.
gdzie doskonale widoczne kolana.
kruche ramiona.
szczupłe nadgarstki.
gdzie delikatna postać dziewczyny,którą pragnę oglądać każdego dnia.
schowana za "tym czymś" co towarzyszy mi bez przerwy.
schowana gdzieś głęboko we mnie.
tak wiele trzeba by ją wydobyć.
a ja nie wiem czy starczy mi siły.
nie wiem czy mam tyle siły.
i nic nie gwarantuje,że kiedy mi się uda.
to pokocham siebie.
ona pokocha mnie.
nie ma pewności.
nigdy nie ma pewności.
naprawdę nic nie jest pewne.
nic nie jest takie,jakie się wydaję.
nic nie jest czarne albo białe.
wszystko jest szare.
wszystko jest względne.
wszystko zależne od czegoś innego.
wszystko zależne od punktu widzenia.
poniedziałek, 28 października 2013
niedziela, 27 października 2013
brak
nie posiadam żadnego szczególnego talentu.
nie umiem śpiewać.
nie umiem tańczyć.
nie umiem pisać tekstów.
nie umiem rysować.
nie umiem rzeźbić.
sport nie jest moją mocną stroną.
na rowerze nigdy mi nie szło.
kuchnie ogarniam.
brak mi chyba wszystkiego co kobieta mieć powinna.
brak mi chyba wszystkiego co powinien posiadać człowiek.
jakoś tak brak mi swojej duszy.
poszła gdzieś jak zawsze rozkojarzona i jakoś tak nie wraca.
moja dusza nie ma zegarka.
moja dusza nie ma instynktu.
moja dusza chyba nie ma żadnego celu.
moja dusza musi być szczęśliwa.
nie potrzebuję jej, żeby kochać.
moja dusza znowu wzięła sobie wolne.
poszła do Ciebie pewnie.
ona ma takie swoje kaprysy.
Ty wiesz.
ona często pakuje się do łóżka, oczywiście kiedy nie patrzysz.
ona chowa się w szafie na półce między spodniami i czeka aż ją wypadniesz rozrzucając rzeczy.
moja dusza jest bardzo cicha i przyczajona.
moja dusza rozsiada się wygodnie w Twoim fotelu i robi bałagan na biurku.
moja dusza chowa Ci się po kieszeniach.
moja dusza przesiąknięta Twoim zapachem.
moja dusza chowa zapałki i goni kota sąsiadów.
moja dusza mnie nie słucha.
ona chyba nie dba o ciało.
moja dusza to trochę za mało.
moja dusza to chyba za dużo.
na taką mnie.
moja dusza trochę niedopasowana do tych ciemnych włosów.
moja dusza nie wypełnia podrapanych kostek.
moja dusza nie lubi miękkiego miejsca na udzie.
moja dusza gdzieś znowu umyka ze mnie.
pewnie siedzi teraz na Twoim parapecie.
ona ma takie swoje przyzwyczajenia.
Ty wiesz.
otwórz jej okno.
moja dusza jest trochę niezgrabna.
pewnie się wywaliła i leży na tarasie.
pomóż jej trochę.
a ja tu poczekam na Was.
i kiedy przyjdziecie do mnie to już wtedy na pewno będzie dobrze.
to już nic nie może być źle.
środa, 23 października 2013
lepko
Tak właśnie się czuję.
Oblepiona.
Lepka od spraw nieważnych i nieistotnych a jednak tak silnie oddziałujących na psychikę.
Zaczyna się jesień.
Klasyczny zjazd emocjonalny,niby nic nowego a i tak co roku zaskakuje zupełnie jak zima kierowców.
Złośliwe toto siedzi w mojej głowie i truje bez wytchnienia.
Zły humor jest zaskakująco żywotnym stanem,myślisz,że przechodzi a tu nie..taki za przeproszeniem narząd męski.
A może po prostu nigdy nie rozstałam się z depresją,może ona wciąż jest gdzieś obok,całkiem blisko.
Tuż pod skóra,niechciana ale zdeterminowana w swoich dążeniach.
Siostra bliźniaczka heh,a podobno jestem jedynaczką.
Hehe jaki pozytywny wpis...
Gdyby nie On,pewnie bym się...
Oczywiście nie dosłownie....o nie to byłoby za proste.
Każdemu kto pragnie się wykończyć polecam sposoby wolne i wymagające chociaż trochę kreatywności.
Kochajcie swoje nałogi,kochajcie osoby,które was nie chcą,gońcie za marzeniami,miejcie nadzieję i wysokie oczekiwania.
Życie jest najlepszą drogą do śmierci.
Powoli i metodycznie macie szanse by się wykańczać,każdego dnia i w każdej minucie na tysiące sposobów.
Czy nie ma nic wspanialszego?
Polecam także się rozczarować.
Porządnie i brutalnie rozczarować.
Zderzyć z rzeczywistością i w jednej chwili stracić całą nadzieje,zrozumieć rozmiar swojej klęski i beznadzieje sytuacji.
To jak śmieszni i żałośni jesteśmy.
To jak mało znaczymy.
To jak trudno jest się stać potrzebnym,
Taplajmy się w egzystencjalnym bagnie wciągając głęboko do płuc dym z kolejnego papierosa,krztuśmy się i mrugajmy przekrwionymi oczami z wdzięcznością przyjmując nasilające się pieczenie w przełyku.
Dobrze jest mieć także skrzywiony obraz siebie.
Nigdy nie będę dość dobra.
W swoich własnych oczach nie znajduję uznania czy chociażby zrozumienia.
Na linia ja vs. ja nie mam miejsca na sympatię czy wyrozumiałość.
Spoglądam w lustro co dzień rano i co dzień rano martwię się,że ktoś inny zauważy,że już nie chudnę z taką łatwością ba! że tyje we własnych oczach z każdym kęsem jedzenia a niechęć do własnego ciała rośnie z każdą minutą.
To chyba najgorsze co może być,pozostawać w stanie otwartej wojny ze sobą.
Ze sobą nie wygrasz,jak masz walczyć skoro przez ciągłe potyczki wyniszczasz samego siebie?
A mimo to wciąż mogę być szczęśliwa.
Bo mam Jego.
Bo mimo całego wypalenia i zgorzknienia kocham.
Kocham jak nikt inny nie kochał.
Kocham jak nigdy nie miałam.
Kocham tak jak zawsze chciałam.
Kocham całą sobą.
I jestem kochana.
Zrozumiana.
Tylko tak czasem właśnie...czasem parszywieje i nawet On nic na to nie poradzi.
Ale to minie.
Obiecuję mu.
Minie tylko jeszcze nie wiem kiedy.
Mam nadzieję,że poczeka.
Mam nadzieję,że będzie chciał czekać.
Warto.
PS nie kocham tylko mi się znowu wydawało no ale każdy się myli prawda? Ale kiedyś będę kochać i dlatego wciąż tu jestem,
Oblepiona.
Lepka od spraw nieważnych i nieistotnych a jednak tak silnie oddziałujących na psychikę.
Zaczyna się jesień.
Klasyczny zjazd emocjonalny,niby nic nowego a i tak co roku zaskakuje zupełnie jak zima kierowców.
Złośliwe toto siedzi w mojej głowie i truje bez wytchnienia.
Zły humor jest zaskakująco żywotnym stanem,myślisz,że przechodzi a tu nie..taki za przeproszeniem narząd męski.
A może po prostu nigdy nie rozstałam się z depresją,może ona wciąż jest gdzieś obok,całkiem blisko.
Tuż pod skóra,niechciana ale zdeterminowana w swoich dążeniach.
Siostra bliźniaczka heh,a podobno jestem jedynaczką.
Hehe jaki pozytywny wpis...
Gdyby nie On,pewnie bym się...
Oczywiście nie dosłownie....o nie to byłoby za proste.
Każdemu kto pragnie się wykończyć polecam sposoby wolne i wymagające chociaż trochę kreatywności.
Kochajcie swoje nałogi,kochajcie osoby,które was nie chcą,gońcie za marzeniami,miejcie nadzieję i wysokie oczekiwania.
Życie jest najlepszą drogą do śmierci.
Powoli i metodycznie macie szanse by się wykańczać,każdego dnia i w każdej minucie na tysiące sposobów.
Czy nie ma nic wspanialszego?
Polecam także się rozczarować.
Porządnie i brutalnie rozczarować.
Zderzyć z rzeczywistością i w jednej chwili stracić całą nadzieje,zrozumieć rozmiar swojej klęski i beznadzieje sytuacji.
To jak śmieszni i żałośni jesteśmy.
To jak mało znaczymy.
To jak trudno jest się stać potrzebnym,
Taplajmy się w egzystencjalnym bagnie wciągając głęboko do płuc dym z kolejnego papierosa,krztuśmy się i mrugajmy przekrwionymi oczami z wdzięcznością przyjmując nasilające się pieczenie w przełyku.
Dobrze jest mieć także skrzywiony obraz siebie.
Nigdy nie będę dość dobra.
W swoich własnych oczach nie znajduję uznania czy chociażby zrozumienia.
Na linia ja vs. ja nie mam miejsca na sympatię czy wyrozumiałość.
Spoglądam w lustro co dzień rano i co dzień rano martwię się,że ktoś inny zauważy,że już nie chudnę z taką łatwością ba! że tyje we własnych oczach z każdym kęsem jedzenia a niechęć do własnego ciała rośnie z każdą minutą.
To chyba najgorsze co może być,pozostawać w stanie otwartej wojny ze sobą.
Ze sobą nie wygrasz,jak masz walczyć skoro przez ciągłe potyczki wyniszczasz samego siebie?
A mimo to wciąż mogę być szczęśliwa.
Bo mam Jego.
Bo mimo całego wypalenia i zgorzknienia kocham.
Kocham jak nikt inny nie kochał.
Kocham jak nigdy nie miałam.
Kocham tak jak zawsze chciałam.
Kocham całą sobą.
I jestem kochana.
Zrozumiana.
Tylko tak czasem właśnie...czasem parszywieje i nawet On nic na to nie poradzi.
Ale to minie.
Obiecuję mu.
Minie tylko jeszcze nie wiem kiedy.
Mam nadzieję,że poczeka.
Mam nadzieję,że będzie chciał czekać.
Warto.
PS nie kocham tylko mi się znowu wydawało no ale każdy się myli prawda? Ale kiedyś będę kochać i dlatego wciąż tu jestem,
niedziela, 20 października 2013
Głuptas.
Popijam leki colą.
Leki,które zabrania mi brać.
Oczywiście,że zabrania w końcu się martwi.
Zawsze troszeczkę się martwi,tak przynajmniej mi się wydaję.
Ma trochę racji.
Jestem takim sobie stworzeniem, które w naturalny sposób skłania wszystkich na około do pochylenia się i załamania rąk.
Huh trzeba się śpieszyć bo usnę nad monitorem,co mi się nie zdarzyło ale podobno zawsze jest ten magiczny,pierwszy raz.
Nie,dziękuję.
Wolę spać jak na (no w miarę) ludzką istotę przystało,w łóżku prawie najlepszym na świecie.
Banał Alert.
Prawie bo bez Niego.
Mmm...smaczniusi,klasyczny banał tylko patrzeć jak single przed monitorem opluwają z pogardą monitor zimną lurą parzoną zbyt długo w zbyt pustym mieszkaniu.
Mały hejcik na samotnych a co mi tam,najwyżej przyjmę Capsy na twarz i kilka złych emotek jeez.
Wracamy do banału.
Łóżko bez Niego nie jest tak wspaniałym miejscem jak z nim ale wciąż dość przyjemnym.
Ale łóżko z Nim...to czysta poezja.
To jak miłość sama w sobie.
To bliskość w każdym,nawet najdrobniejszym geście.
To czułość w splatających się leniwie oddechach,to godzinne rozmowy o wszystkim i niczym,to walka i idealne dopasowanie dwóch odmiennych choć podobnych osobowości.
To także o wiele bardziej niegrzeczne rzeczy.
To Jego ręce na Moich biodrach.
I każdy dotyk jak ten pierwszy.
Za każdym razem poznajemy wzajemnie swoje ciała na nowo.
Raz za razem.
Szybko i wolno.
Delikatnie i brutalnie.
Jego ciało oplatające moje.
Moje ciało jakby stworzone by oplatać jego.
Uczucia tak silne,że wydają się niszczyć i odradzać mnie na nowo jednocześnie.
Tak skrajne i ambiwalentne.
Taka wielka metafora.
Wielki Kontrast.
Ale chyba pora już spać.
Zasiedzieć się łatwo.
Zwłaszcza mając świadomość,że gdzieś tam,może nawet całkiem blisko jest osoba,która też nie śpi.
Która czeka na mnie.
Bo gdzieś tam jest On.
Leki,które zabrania mi brać.
Oczywiście,że zabrania w końcu się martwi.
Zawsze troszeczkę się martwi,tak przynajmniej mi się wydaję.
Ma trochę racji.
Jestem takim sobie stworzeniem, które w naturalny sposób skłania wszystkich na około do pochylenia się i załamania rąk.
Huh trzeba się śpieszyć bo usnę nad monitorem,co mi się nie zdarzyło ale podobno zawsze jest ten magiczny,pierwszy raz.
Nie,dziękuję.
Wolę spać jak na (no w miarę) ludzką istotę przystało,w łóżku prawie najlepszym na świecie.
Banał Alert.
Prawie bo bez Niego.
Mmm...smaczniusi,klasyczny banał tylko patrzeć jak single przed monitorem opluwają z pogardą monitor zimną lurą parzoną zbyt długo w zbyt pustym mieszkaniu.
Mały hejcik na samotnych a co mi tam,najwyżej przyjmę Capsy na twarz i kilka złych emotek jeez.
Wracamy do banału.
Łóżko bez Niego nie jest tak wspaniałym miejscem jak z nim ale wciąż dość przyjemnym.
Ale łóżko z Nim...to czysta poezja.
To jak miłość sama w sobie.
To bliskość w każdym,nawet najdrobniejszym geście.
To czułość w splatających się leniwie oddechach,to godzinne rozmowy o wszystkim i niczym,to walka i idealne dopasowanie dwóch odmiennych choć podobnych osobowości.
To także o wiele bardziej niegrzeczne rzeczy.
To Jego ręce na Moich biodrach.
I każdy dotyk jak ten pierwszy.
Za każdym razem poznajemy wzajemnie swoje ciała na nowo.
Raz za razem.
Szybko i wolno.
Delikatnie i brutalnie.
Jego ciało oplatające moje.
Moje ciało jakby stworzone by oplatać jego.
Uczucia tak silne,że wydają się niszczyć i odradzać mnie na nowo jednocześnie.
Tak skrajne i ambiwalentne.
Taka wielka metafora.
Wielki Kontrast.
Ale chyba pora już spać.
Zasiedzieć się łatwo.
Zwłaszcza mając świadomość,że gdzieś tam,może nawet całkiem blisko jest osoba,która też nie śpi.
Która czeka na mnie.
Bo gdzieś tam jest On.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)